Stanisław Skalski sfotografowany w kabinie swojego samolotu, P-51 Mk. III Mustang. Foto via Pomorskie Muzeum Wojskowe

Stanisław Skalski – Cz. II

Po zakończeniu działalności bojowej „PFT” Stanisław Skalski został wyznaczony na stanowisko dowódcy 601 Dywizjonu Myśliwskiego RAF w okresie inwazji na Sycylię. Stał się wówczas drugim po Jerzym Jankowiczu Polakiem który dowodził brytyjskim dywizjonem.  Za swoje osiągnięcia został 1 września 1943 roku awansowany do stopnia majora. Ostatnie zadanie jako dowódca dywizjonu 601 wykonał 9 października 1943 roku, po czym powrócił do Wielkiej Brytanii, gdzie 18 października został przydzielony do dowództwa stacji RAF w Northolt.

Stanisław Skalski 12 grudnia objął dowodzenie 131 Skrzydła Myśliwskiego, które powstało po reorganizacji brytyjskiego lotnictwa z I Polskiego Skrzydła Myśliwskiego,  jednak do końca 1943 roku wykonał jedynie trzy loty bojowe ponieważ warunki atmosferyczne nie pozwalały pilotom na więcej. Początek roku 1944 był trochę ciekawszy, w kwietniu 133 Polskie Skrzydło Myśliwskie zostało zasilone przez brytyjski 129 Dywizjon Myśliwski i w związku z tym przesunięto Skalskiego do dowodzenia 133 Skrzydłem. Wszystkie te decyzje były w ogromnej mierze podporządkowane przygotowaniom do inwazji we Francji, co nastąpiło 6 czerwca 1944 roku.

Supermarine Spitfire Mk. V na którym w 601 Dywizjonie Myśliwskim RAF loty bojowe wykonywał między innymi Stanisław Skalski. Foto via R. Gretzyngier, W. Matusiak., Polish Aces of World War II, [w:] Osprey Aircraft of the Aces, Oxford 1998.

 

25 września 1944 roku, za zasługi w walce Skalski został udekorowany Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari. Po udanej inwazji 133 Skrzydło Myśliwskie w związku z coraz częstszymi atakami pocisków V-1, zostało przesunięte z powrotem do Wielkiej Brytanii aby wesprzeć obronę. Skalski jednak nie miał okazji ażeby zbierać kolejne doświadczenia w starciach z nowym rodzajem broni. Wykonał tylko jedno zadanie polegające na przechwyceniu pocisku V-1, i krótko po tym został odwołany z funkcji dowódcy na której zastąpił go dawny kolega z Dęblina i nie mniej znany polski pilot Jan Zumbach.  Skalski został przydzielony do dowództwa Polskich Sił Powietrznych, jednak już 4 października wyjechał do Stanów Zjednoczonych by studiować w Akademii Dowodzenia i Sztabu Generalnego w Fort Leavenworth, gdzie poznawał najnowsze zasady funkcjonowania sił powietrznych, to tam również został poproszony o wygłoszenie wykładu w związku z przedmiotem zajęć. Wówczas to przedstawiał system szkolenia wdrażany przez kapitana Floriana Laskowskiego w 4 Pułku Myśliwskim przed wojną, co zrobiło na Amerykanach ogromne wrażenie. Studia w amerykańskiej akademii ukończył w 1945 roku, pod wpływem namów z amerykańskiej strony zastanawiał się nad wstąpieniem do lotnictwa USA, i wzięciem udziału w walkach nad Pacyfikiem, jednak ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu i wrócił do Wielkiej Brytanii. Tutaj dalej pełnił stanowisko dowódcze w 133 Skrzydle Myśliwskim, aż do zakończenia wojny. W sierpniu 1945 Skalski został odznaczony przez Brytyjczyków Distinguished Service Order który przyznawano za umiejętności dowódcze. Później od lutego 1946 pełnił funkcję oficera sztabowego w Dowództwie Brytyjskiego Lotnictwa Okupacyjnego w Niemczech gdzie podjął ostatecznie decyzję o powrocie do Polski. Skalski wrócił wówczas do Wielkiej Brytanii gdzie po załatwieniu wszelkich niezbędnych formalności repatriacyjnych mógł udać się do portu w Edynburgu aby odpłynąć do Polski. Swoją ostatnią rozmowę w sprawie powrotu którą przeprowadził z szefem polskiego oddziału w departamencie personalnym Brytyjskiego Ministerstwa Lotnictwa płk. Bilsem- wspominał tak:

Z Bilsem znaliśmy się od 1940r., więc rozmowa była właściwie koleżeńska. Powiedziałem wówczas, że jestem ostatecznie zdecydowany wracać do Polski. Tam widzę swoje miejsce, swoją przyszłość, tam jestem potrzebny- jeśli nawet nie krajowi, nie wojsku, to na pewno rodzinie”

 

P-51 Mk. III Mustang, należący do Stanisława Skalskiego, sfotografowany podczas „Inwazji w Normandii”. Na burcie samolotu widoczne inicjały pilota „SS” – Stanisław Skalski. Foto via http://www.modelerc.info

 

Skalski wypłynął z Anglii 4 czerwca 1947 roku na pokładzie statku SS Clan Lamont razem z setkami innych żołnierzy, oraz z kilkoma przyjaciółmi lotnikami takimi jak Witold Łokuciewski, Tadeusz Nowierski czy Zygmunt Sokołowski, który jak miało się później okazać nie miał tyle szczęścia co Skalski i nie dotrwał do amnestii, a został stracony 29 sierpnia 1953 roku. Statek przypłynął do Gdańska 8 czerwca, przybyli żołnierze byli przyjmowani w obozie przejściowym na Westerplatte, gdzie otrzymywali potrzebne dokumenty tymczasowe. Podobnie było ze Skalskim, który po załatwieniu formalności miał się maksymalnie po tygodniu zgłosić się w Warszawie do oficera personalnego. Najpierw jednak udał się do Kwidzyna gdzie pierwszy raz po 8 latach rozłąki spotkał się z rodzicami. Po powrocie do Warszawy Skalski zgodnie z instrukcją otrzymaną od attaché wojskowego w Londynie płk. Józefa Kuropieski, spotkał się z generałem Wacławem Komarem, z którym przeprowadził pierwsze rozmowy dotyczące swoich dalszych losów. Komar miał do pilota pretensje dlaczego ten nie wrócił do kraju w 1945 roku i tutaj po raz pierwszy Skalski mógł doświadczyć rzeczywistego stosunku nowej władzy do powracających z emigracji żołnierzy. Po nieprzyjemnej rozmowie został skierowany do marszałka Roli Żymierskiego pełniącego obowiązki Ministra Obrony Narodowej i naczelnego dowódcy Wojska Polskiego. Żymierski zaaprobował decyzję Skalskiego o pozostaniu w armii i kazał mu zgłosić się do generała Aleksandra Romeyki który to piastował funkcję dowódcy Wojsk Lotniczych w celu ustalenia przydziału i dalszej kariery. Romeyko z racji dużego doświadczenia Skalskiego przydzielił go na stanowisko inspektora techniki pilotażu które miał jeszcze przez jakiś czas dzielić z sowieckim majorem Wasylem Gaszynem. Od tej pory Skalski w ramach swoich obowiązków odwiedzał nowo powstające jednostki lotnictwa bojowego w celu sprawdzania kwalifikacji instruktorskich dowódców. Jedna z takich inspekcji miała miejsce na lotnisku Babie Doły nieopodal Gdynii. Stacjonował tam przeformowany z 11 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego, 3 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego którym wówczas dowodził ppłk. Jan Frey Bielecki. W bazie trwały przygotowania do pokazów lotniczych, które Skalski obserwował, a potem wspominał:

Po rocznym szkoleniu w Dęblinie, Frey- Bielecki objął dowództwo pułku i teraz przygotowywał pokaz dla generałów. Jakiś kukuruźnik leciał, niby bombardował… taka zabawa była… Ja na to patrzę, myślę- dom wariatów!” 

Po zakończonym pokazie Skalski został poproszony prze Rolę-Żymierskiego do ustosunkowanie się do tego co zobaczył. Trudno mu było uciec od szczerej odpowiedzi, więc krytycznie opowiedział o tym co myśli na temat prowadzonych tutaj działań, jednoznacznie stwierdził, że możliwe jest utworzenie lotnictwa z prawdziwego zdarzenia, jednak do tego celu potrzebni są dobrzy dowódcy zamiast młodych niedoświadczonych po jednorocznym góra szkoleniu. Standardy wprowadzane w lotnictwie Polskim po II wojnie światowej jednak znacząco kontrastowały z tym z czym Skalski miał do czynienia od 1940 roku w Anglii, a także z tym jak wyglądało szkolenie młodych pilotów w II RP. Polskie lotnictwo przejmowało system organizacji, szkolenia, i działania od Sowietów razem ze wszystkimi negatywnymi zjawiskami. Poza tym, z racji utrudnionego dostępu do sprzyjającego ideologicznie na rybka, obniżono w szkołach lotniczych wymagania dla kandydatów, przyjmując wszystkich spełniających wymogi zdrowotne po siedmiu klasach szkoły powszechnej. W takich warunkach, doświadczeni instruktorzy przybywający z zachodu byliby doskonałym środkiem do osiągnięcia pozytywnych rezultatów szkoleniowych, jednak wobec nich nowa władza miała zupełnie inne plany. Mimo wszystko Skalski, wywiązywał się dobrze ze swoich obowiązków co miało odbicie w raportach pisanych na jego temat przez przełożonych, co prawda zarzucano mu w nich, że nie wykazuje chęci do zapoznawania się ze sprzętem lotniczym zza wschodniej granicy, jednak pozytywnie oceniano jego inteligencję, wykształcenie i dyscyplinę.  Poza służbą życie Skalskiego również układało się dobrze, gdy tylko nadarzała się okazja, spotykał się ze starymi kolegami z RAF-u odwiedzającymi Warszawę, tak spotkał się Witoldem Urbanowiczem czy Janem Zumbachem. Jesienią 1947 roku poznał zaś Hannę Radzymińską która wkrótce stała się jego sympatią. Noc sylwestrową roku 1948 Skalski razem z Hanną Radzymińską  spędził w domu Jana Zieleniewskiego i jego małżonki. Spotkanie jest o tyle ważne iż to na nim spotkał się pierwszy raz od czasów wojny ze swoim dobrym znajomym Władysławem Śliwińskim, i jego żoną Myrą, która była z pochodzenia Brytyjką. Od czasu sylwestrowej nocy, Śliwińscy często zapraszali Skalskiego do swojego mieszkania które znajdowało się przy ulicy Filtrowej w Warszawie. Przyjaźń Skalskiego i Śliwińskich rozwijała się , doszło do tego iż Władysław poprosił Skalskiego aby ten został ojcem chrzestnym jego syna. Tak też się stało.

W tym czasie, przełom 1947 i ’48 roku, dowództwo Wojsk Lotniczych, a także innych rodzajów broni stanowczo zabraniało swoim żołnierzom kontaktów z oficerami attachatów, a jakiekolwiek kontakty mające znamiona międzynarodowych z zachodem były niemile widziane. Mimo to, zdarzały się. 30 grudnia 1947 na teren jednostki Dowództwa Lotnictwa, przybył major Morgan, zastępca attaché wojskowego ambasady Wielkiej Brytanii, w celu spotkania się ze Skalskim, nie zastał go jednak, a konsekwencją wpuszczenia go na teren jednostki był rozkaz generała Romeyki aby unikać takich praktyk w przyszłości pod groźbą surowej kary. Mimo to pod koniec stycznia 1948 roku Skalski spotkał się z Morganem w sprawie przyznania mu po raz czwarty krzyża DFC. W konsekwencji Skalskiego ukarano pięciodniowym aresztem i potrąceniem 50% pensji. Mimo reperkusji jakie go spotkały Skalski w marcu 1948 roku, na zaproszenie Ireny Findenstein przybył do domu pułkownika Franka Jessica, attaché ambasady USA. W jego mieszkaniu miała się odbyć projekcja filmu. Na miejscu okazało się, że jest tam również major Marian Ochalski- Namura, oficer Dowództwa Lotnictwa. Skalski od razu poprosił go aby nie wspominał szerzej, że spotkali się w takim miejscu. Irena Findenstein jeszcze tego samego wieczora zapoznała Skalskiego z płk. Claudea’em Turner’em który był brytyjskim attaché wojskowym. Warto wspomnieć, że niedługi czas później pułkownik Turner stał się celem dla Urzędu Bezpieczeństwa i został ofiarą prowokacji zorganizowanej w celu skompromitowania służb dyplomatycznych zachodnich państw, sprawa ta jednak nie miała żadnego związku ze Skalskim. Przez cały 1948 rok nie spotkało Skalskiego nic szczególnego, wydawało się że powrót do kraju się powiódł i mimo obaw uda się jakoś ułożyć życie. Jak bardzo mylnie było to wrażenie pilot miał przekonać się 4 czerwca 1948 roku.

Od początku 1948 roku można było zarejestrować zaostrzenie się kursu politycznego we wszystkich instytucjach państwa, a przede wszystkich w wojsku. Ten proces nie ominął również lotnictwa. W ciągu tego roku, a także lat kolejnych systematycznie usuwano ze struktur wszystkich oficerów wykształconych w II RP, lub na Zachodzie. Trwały szeroko zakrojone czystki. W całym kraju Urząd Bezpieczeństwa, Informacja Wojskowa, KBW oraz inne komunistyczne formacje zbrojne, zwalczały podziemie niepodległościowe stanowiące wówczas jeszcze duże zagrożenie dla nowej władzy, zaś prokuratura wysuwała oskarżenia wobec żołnierzy będących w strukturach Wojska Polskiego, najczęściej bezpodstawnie. Chodziło przede wszystkim o usunięcie „niesprzyjającego ideologiczne elementu”. Sprawa porucznika Władysława Śliwińskiego jest jednym z wyjątków tego okresu, mianowicie Śliwiński został oskarżony o pracę szpiegowską dla wywiadu brytyjskiego MI6. Poprzez jego zatrzymanie Informacja Wojskowa, oraz Urząd Bezpieczeństwa uzyskały pretekst do aresztowania wielu osób między innymi Tadeusza Nowierskiego, Jana Pacholczyka czy Stanisława Skalskiego. Władysław Śliwiński został aresztowany 3 czerwca 1948 roku, 4 czerwca Skalski dowiedział się że jego kolega zniknął po telefonie jego żony:

Czwartego czerwca 1948 roku siedziałem w swoim gabinecie w Dowództwie Wojsk Lotniczych, kiedy zadzwonił telefon. Dzwoniła pani Śliwińska- zapłakana mówiła, że mąż dotychczas nie wrócił do domu, jest pełna najgorszych myśli nie rozumie, co mogło się stać. Angielka prawie nie znająca polskiego, była zupełnie bezradna (…) Wiadomość o zniknięciu jej męża oczywiście zaniepokoiła mnie. Zadzwoniłem do Zygmunta Sokołowskiego i we dwóch zaczęliśmy wydzwaniać po szpitalach, posterunkach milicji itd. Po Śliwińskim nie było śladu. Zadzwoniłem do narzeczonej i umówiliśmy się po pracy u jego żony, aby ją podtrzymać na duchu i naradzić się, co robić dalej, gdzie szukać”

 

Władysław Śliwiński. Zdjęcie wykonane jeszcze w Wielkiej Brytanii. Foto via http://niebieskaeskadra.pl

 

Skalski tak jak zaplanował udał się tego samego dnia do mieszkania Śliwińskich, jednak na miejscu zastał już „kocioł” i od razu został zatrzymany, razem z innymi osobami które zaniepokojone telefonami Myry Śliwińskiej również się tam zjawiły. Tak rozpoczęła się ośmioletnia straszliwa epopeja Skalskiego w Ubeckich katowniach:

Pamiętam podszedłem w pewnej chwili do okna, znudzony przedłużającym się oczekiwaniem, za oknem padał deszcz- letni, rzęsisty- patrzyłem bezmyślnie na spływające po szybie krople. Natychmiast zaniepokoiło to prowadzącego rewizję. Panie Skalski- warknął- proszę odejść od okna i niech pan nie próbuje uciekać! Zrozumiałem, że w tym spektaklu nie jestem statystą, ale jednym z aktorów. Około trzeciej w nocy zajechały pod dom czarne, służbowe Citroeny i powieziono nas do gmachu MBP na Koszykową.”

Pierwsze wstępne przesłuchanie Skalskiego odbyło się od razu po przybyciu na Koszykową 5 czerwca 1948 roku nad ranem. Protokół spisywał porucznik Henryk Wałkowicz, a pytania zadawał sam pułkownik Różański. Skalski opowiadał podczas tego przesłuchania swój życiorys, Różański pytał też jakich Skalski zna oficerów w stopniu pułkownika. Pytanie to padało wielokrotnie, ale śledczy nie mógł uzyskać właściwej odpowiedzi:

Wymieniałem zdawało mi się wszystkich, ale on powtarzał z uporem: „i kogo jeszcze?” Wreszcie nie wytrzymał i zapytał wprost – A pułkownika Jastrzębskiego? Odparłem ,że owszem znam Jastrzębskiego, ale pytał o oficerów, a Jastrzębski jest pracownikiem UB. Nie każdy kto nosi oficerskie znaczki, staje się oficerem.”

Pytania dotyczące pułkownika Jastrzębskiego, dotyczyły tak naprawdę operacji skierowanej przeciwko niemu przez bezpiekę, znajomość Skalskiego z Jastrzębskim miała pozwolić na postawienie temu drugiemu zarzutów o kontakty z rezydentem obcego wywiadu w Polsce. Skalski, o całym przedsięwzięciu dowiedział się kilka lat później od samego Jastrzębskiego. Drugie przesłuchanie odbyło się już w ciągu dnia 5 czerwca, za jego przebieg odpowiadał oficer śledczy porucznik Marian Krawczyński. Pytania dotyczyły głównie decyzji o powrocie do Polski, oraz kontaktów jakie Skalski nawiązywał z przedstawicielami dyplomacji Wielkiej Brytanii oraz USA. Krawczyński pytał również o wszelkie inne znajomości jakie Skalski nawiązywał w ciągu pierwszego roku pobytu w Polsce. Przesłuchanie nie wykazało ,żadnych istotnych faktów które mogły by mieć jakiekolwiek znaczenie dla samego Skalskiego czy Śliwińskiego którego śledztwo w tym samym czasie również było w toku. Po zakończonym przesłuchaniu Skalski został osadzony w ciasnej celi znajdującej się w piwnicach MBP gdzie przebywał do początku lipca 1948 roku. Wówczas nie prowadzono wobec niego żadnych przesłuchań, mimo iż wielokrotnie apelował o możliwość wyjaśnienia sprawy, do pułkownika Różańskiego.

 

Zdjęcia Stanisława Skalskiego wykonane po zatrzymaniu,  w Urzędzie Bezpieczeństwa w Warszawie. Foto via http://odkrywca.pl

 

Prośby Skalskiego nie spotkały się jednak z jakimkolwiek odzewem. Śledztwo miało toczyć się swoim rytmem. Póki co osadzono go we wspólnej celi z innymi więźniami gdzie w niepewności miał oczekiwać na dalsze przesłuchania. Skalski na początku lipca 1948 został przewieziony do więzienia przy ulicy Rakowieckiej na Mokotowie. Bezpieka zorganizowała tam dwa pawilony więzienne X i XII, oraz tzw. Pałac Cudów, pawilon w którym prowadzono przesłuchania działaczy niepodległościowych. Według badań w więzieniu przy Rakowieckiej od zakończenia wojny do 1956 roku, zamordowano około 1000 osób. Skalski został umieszczony w jednej celi razem z Władysławem Śliwińskim. Taka konfiguracja nie była przypadkowa, bezpieka liczyła na pozyskanie informacji na temat rozmów obu lotników poprzez agentów którzy systematycznie byli podsyłani do celi jako współwięźniowie:

Tu nic nie działo się z przypadku. Nie przypadkiem zamknięto mnie w celi razem z nim, nieprzypadkowy był jej skład. (…) W celi nr 59 siedziało nas pięciu. Prócz mnie i Śliwińskiego był jeszcze Karol Whitehead- siostrzeniec dra Jana Wedla, aresztowany za „szpiegostwo na rzecz Anglików”, a potem sądzony za „współpracę z Niemcami”, był młody człowiek z wileńskiego AK, którego nazwiska niestety nie pamiętam, oraz niejaki Edward Kowalewski. (…) Kowalewski- nazwisko prawdopodobnie lewe- miał 55, może 60 lat i utrzymywał ,że siedzi za przynależność do ROAK. Potem się okazało, że był zwyczajnym kapusiem. (…)  W tym składzie siedzieliśmy przez kilka tygodni. Potem zaczęło się normalne tasowanie- co pewien czas zmiana celi, inny skład więźniów i tylko niezmienna zasada: w każdej celi jeden kapuś”

Po pierwszych czerwcowych przesłuchaniach Skalski czekał na następne, aż do października. Z jednej strony, bezpieka poprzez „agentów celnych” jak oficjalnie nazywano konfidentów „pracujących” w celach, chciała zebrać jakieś zarzuty wobec Skalskiego, z drugiej zaś strony w tym czasie trwała wielka akcja przeciwko podziemiu niepodległościowemu z racji czego „badania” Skalskiego należało odłożyć w czasie.  12 października Skalski, został doprowadzony na przesłuchanie które prowadził starszy oficer śledczy Józef Bik. Przesłuchanie to było krótkie, jak wspominał sam Skalski trwało około godziny, z protokołu wynika, iż Bik pytał pilota głównie o okoliczności poznania się ze Śliwińskim, a z racji braku pojawienia się nowych istotnych faktów szybko zostało przerwane. Bik znany był ze swojej brutalności, jednak tym razem użył siły jedynie do nastraszenia Skalskiego:

Wprawdzie śledczy, chłopisko o budowie byka, narodowości- sądząc z wyglądu i wymowy- egzotycznej, przymierzał kilkukrotnie moją głowę do kaloryfera, ale tylko dla postrachu”

Skalski powrócił do celi w oczekiwaniu na dalsze przesłuchania, które miały się zacząć pod koniec lutego następnego roku. Sąd tymczasem przedłużył środek zapobiegawczy w postaci aresztu tymczasowego do dnia 5 marca 1949 roku. 26 lutego 1949 nastąpiło kolejne przesłuchanie które przeprowadził podporucznik Mieczysław Kobylec. Znów padały pytania o znajomości z przedstawicielami dyplomacji zachodniej na terenie Warszawy, jednak w związku z brakiem nowych faktów przesłuchanie przerwano. 8 marca 1949 roku sąd ponownie przedłużył w związku z tym okres zatrzymania Skalskiego na kolejne trzy miesiące. Na przesłuchanie wezwano go 26 marca, oficer śledczy podporucznik Leon Midro wypytywał tym razem o przebieg służby Skalskiego w RAF-ie, ze szczególnym naciskiem na znajomość z Janem Zumbachem. Z zeznań po raz kolejny jednak nie nie wynikało nic nowego, w związku z czym wkrótce bezpieka musiała podjąć ostrzejsze kroki. W maju rozpoczął się najcięższy okres przesłuchań, prowadzono je od 17, do 28 maja, często po wiele godzin, w dzień i w nocy stosując środki przemocy. Próbowano wówczas maksymalnie zmiękczyć Skalskiego i zmuszać go do podpisywania spreparowanych przez Midrę zeznań. Analizując protokoły przesłuchań można by dojść do wniosku iż śledztwo miało spokojny i nie budzący zastrzeżeń charakter. W rzeczywistości jednak Skalski z jednej strony był bity i katowany, z drugiej zaś śledczy na podstawie danych zdobytych w związku ze sprawą Skalskiego, a także Władysława Śliwińskiego, formułował na papierze zeznania pod którymi kazali podpisywać się zmaltretowanemu lotnikowi. W tych spreparowanych odpowiedziach, Skalski przyznawał się do podjęcia współpracy z brytyjskim wywiadem już w Anglii, oraz przynależności do konspiracyjnej organizacji „NIE”. Za każdym razem gdy zmuszano go do podpisywania tych wymyślanych przez śledczych zeznań zastrzegał iż wszystko to kłamstwa. Metody jakimi uzyskiwano od Skalskiego te wymyślone i absurdalnie brzmiące auto oskarżenia opisywał on w swoich wspomnieniach:

Wezwali mnie. Było ich czterech czy pięciu. Był Humer, Serkowski- prawa ręka Różańskiego, Midro- oficer śledczy i taki, myśmy go nazywali „Poniatowski”, „Klucznik”- bo o mały włos mnie oka nie wybił kluczem. Zaczęli mnie tam rozpychać, siłą rozebrali, spodnie zdjęli, koszulę podciągnęli. Nago leżę na stołku, na brzuchu, a spodniami powiązali mnie nogi, żebym nie kopał. (…) „Klucznik”, jak leżałem na brzuchu, stanął tyłem do nich, kolanami objął moją szyję. (…) Bili mnie różnymi pałkami. Po nerkach, nogach, w górę, w dół. (…) Tylko słyszałem tak jakby mnie kroili, gwizd taki, jak gdyby blachy i czułem cięcia na siedzeniu, nogach. (…) Krew się lała. (…) Później nagiego wstawili mnie do , jak myśmy nazywali „komina Różańskiego”. (…) To było coś takiego- metr na metr, czy niecały metr- wysoki komin betonowy i stało się w ekskrementach. (…) Stałem w tych świństwach i jak patrzyłem, hen w komin, to widziałem albo ciemno, albo błękit nieba- to wiedziałem, że jest dzień.”

Na początku czerwca do przesłuchiwania Skalskiego powrócił Mieczysław Kobylec, jak wynika z analizy protokołów jego zadanie polegało już na odpowiednim spreparowaniu zeznań i sformułowaniu wstępnego aktu oskarżenia. Oczywiście w celu uzyskania odpowiednich odpowiedzi ze strony Skalskiego albo przynajmniej jego podpisów, dalej bito go i poddawano terrorowi psychicznemu:

Siedzę dalej. Biją mnie. Midro bzdury wypisuje. Ja się do niczego nie przyznaję. Potem dostaję śledczego Mieczysława Kobylca. Każdy z nich miał swoją rolę. Ten miał bardzo dobrą rolę do odegrania, bo namawiał mnie- Skalski napisz, wszystko jedno co, napisz coś na siebie, bo tego nie wytrzymasz, zwariujesz, tutaj zatłuką cię, musisz się oskarżyć.”

Z racji braku jakichkolwiek prawdziwych dowodów świadczących o realnym powiązaniu Skalskiego z obcym wywiadem, śledczy musieli posuwać się do zmyślania zeznań. Posunięto się również do wytworzenia fałszywego dowodu rzeczowego. Miała nim być kartka białego papieru o rozmiarach 20,5 cm x 14 cm, na której to Skalski miał zapisywać cenne dla wywiadu informacje. Ustalenie jak ten „dowód rzeczowy” w rzeczywistości wyglądał na dzień dzisiejszy jest nie możliwe gdyż komisja sądowa z polecenia Naczelnej Prokuratury Wojskowej, zniszczyła ową kartkę 16 marca 1951 roku. Powód jej zniszczenia, wydaje się oczywisty. W końcowym etapie śledztwa, które z coraz mniejszym natężeniem trwało do 22 października 1949 roku, śledczy Kobylec przygotowywał protokoły pod akt oskarżenia, zeznania tam wpisywane były tak kuriozalne, iż pewnego dnia Skalski w stanie agonalnego szaleństwa krzyknął do Kobylca:

Panie Kobylec, ja byłem na Malcie wtedy , gdy zginął Sikorski. Niech pan może z tego coś zrobi, niech pan napisze, że to ja tę katastrofę…Podpiszę panu!”

Te słowa Skalskiego nie padły przypadkowo, zmuszony biciem, i torturami, przyznawał się do oskarżeń stawianych mu przez Kobylca, a były on tak absurdalne, że w końcu nie wytrzymał. W końcu jednak udało się zebrać wystarczającą ilość „dowodów” świadczących o współpracy Skalskiego z obcym wywiadem, sformułowano akt oskarżenia który został zatwierdzony przez zastępcę dyrektora V Departamentu MBP ppłk. Adama Humera, jednego z najsłynniejszych oprawców Urzędu Bezpieczeństwa. Naczelna Prokuratura Wojskowa zatwierdziła akt oskarżenia 18 stycznia 1950 roku, i skierowała sprawę do Wojskowego Sądu Rejonowego. 1 lutego 1950 roku Stanisławowi Skalskiemu odczytano odpis aktu oskarżenia. Wszelkie procedury i obieg dokumentów były tajne, również posiedzenie sądu z 30 marca 1950 roku było niejawne. W skład sądu weszli przewodniczący major Mieczysław Widaj oraz ławnicy- major Ludwika Bobrowska oraz major Mikołaj Danielewski. Sąd mając pewne problemy w procedowaniu wynikające z niespójności zeznań Skalskiego, zapytał go czy rzeczywiście zeznawał tak jak wynika z akt. Skalski oświadczył iż :

Nie pamięta, to co zostało odczytane mniej więcej tak było, nie byłem i nie jestem w stanie po tylu latach i po dwóch latach siedzenia w więzieniu nie mogę sobie przypomnieć”

Na rozprawę prócz Skalskiego, został wezwany jako świadek również Władysław Śliwiński, który podczas zeznań wyraźnie zaznaczył:

Oskarżony Skalski wcale nie był moim agentem i informatorem. (…) Oskarżonego zdobywałem podstępem przy alkoholu. Oskarżony Skalski udzielił mi informacji tylko raz jeden, nie było tak bym stale miał od niego informacje lotnicze”

W dalszej części rozprawy, Śliwiński jeszcze kilka razy, zaprzeczał jakoby Skalski miał związek z świadomą pracą wywiadowczą, i wiedział iż przekazuje informacje agentowi wywiadu. Rozprawę zakończono, a wyrok miał zostać ogłoszony 7 kwietnia 1950 roku, jak wspominał sam Skalski:

W tydzień później, w Wielki Piątek, wyprowadzono mnie ponownie z celi, tym razem po to, aby odczytać wyrok. Pamiętam, że prowadzący mnie strażnik zapytał po drodze:

-Kto was sądził?

-Widaj

Pokiwał głową ze współczuciem.

-To macie czapę!

Nie pomylił się. Widaj w „oprawie” dwóch milczących kabewiaków odczytał mi wyrok śmierci i potwornie długie jego uzasadnienie”

Wyrok w sprawie Stanisława Skalskiego ogłoszono 7 kwietnia 1950 roku, sąd orzekł:

A/ mjr. Skalski Stanisław s. Szymona jest winien przest. Z art. 15 § 1, § 2 i art. 7 z dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku popełnionego w ten sposób, że działając na szkodę Państwa Polskiego w okresie od jesieni 1947 roku do 4 czerwca 1948 roku w Warszawie i w Zalesiu koło Warszawy przekazywał attaché wojskowemu ambasady USA pułkownikowi Jessic’owi oraz attaché lotniczemu ambasady Wielkiej Brytanii pułkownikowi Turnerowi, a następnie rezydentowi wywiadu Intelligence Service 6 Śliwińskiemu Władysławowi, stanowiące tajemnicę wojskową, co do dyslokacji jednostek lotniczych na terenie Polski, ich wyposażenia o systemie patrolowym o wyszkoleniu oraz o obsłudze personalnej kierowniczych stanowisk Dowództwa Lotnictwa WP.

B/ majora Skalskiego Stanisława s. Szymona za ten czyn Sąd skazuje: na podst. art. 15 § 2 dekr. Z dnia 13 czerwca 1946 roku na karę śmierci z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze i z przepadkiem całego mienia w myśl art. 46 § 1a i art 48 § 1 kkwp.”

Sąd w uzasadnieniu wyroku umieścił kilka charakterystycznych sformułowań ideologicznie potwierdzając słuszność wymierzonej kary:

Przy wymiarze kary Sąd miał na uwadze, że oskarżony Skalski, który mimo późnego powrotu do kraju został przez Państwo Polskie przygarnięty i postawiony na stanowisku które było wyrazem zaufania, jakim obdarzyły go władze polskie- zaufanie to zawiódł, okazał, że jest wrogiem ustroju ludowego a zwolennikiem wrogów Państwa Polskiego, że nie zawahał się przekazywać informacji o ogromnej doniosłości dla zagadnienia obronności Państwa Polskiego, że tym samym wykazał, iż na jego poprawę nie można liczyć i dlatego Sąd uznał za stosowne wyeliminowanie go na zawsze ze zdrowego społeczeństwa polskiego. (…)

Ewentualne zasługi wojenne oskarżonego które zostały zdyskontowane przez imperialistyczne ośrodki, które ujawniły swą wrogość wobec Polski- nie mogą uzasadnić żadnego złagodzenia kary, na jaką oskarżony zasłużył.

Swym przestępczym działaniem wykazał on bowiem, że walczył z Niemcami nie dla dobra kraju ojczystego, lecz dla dobra państw imperialistycznych, na których służbę przeszedł.”

Ostatnim etapem odczytania wyroku, było pytanie sędziego Widaja o ostatnie życzenie oskarżonego. Skalski odpowiedział:

Wysoki sądzie, proszę otworzyć okno, żeby trochę sprawiedliwości weszło! Przecież to oszustwo!”

Na tym rozprawa się zakończyła, Skalskiego wyprowadzono z sali sądowej i od tej pory przez 12 miesięcy miał czekać w niepewności na ciąg dalszy. Nikt nie informował go, czy, kiedy i jak wyrok będzie wykonany, każdy dzień mógł być tym ostatnim. Obrońca Skalskiego Józef Wnuk złożył jeszcze w jego imieniu wniosek rewizyjny, jednak został on odrzucony. Po kilku dniach od ogłoszenia wyroku, pilot został po raz kolejny wezwany na przesłuchanie które nie zostało uwzględnione w aktach sprawy, prawdopodobnie miało zupełnie nieoficjalny charakter. Prowadził je Różański, który próbował wywrzeć na Skalskim presję aby ten ujawnił jakieś „ukrywane” fakty. Trudno powiedzieć, czy to przesłuchanie było w jakiś sposób zlecone przez prokuraturę, czy była to autonomiczna decyzja Różańskiego, który chciał się jeszcze poznęcać nad pilotem. Według wspomnień Skalski w odpowiedzi na pytania miał mu powiedzieć iż woli być rozstrzelany niż ma się dalej męczyć w więzieniu. Różański zaczął go wówczas wyzywać, na co Skalski nie mający już nic do stracenia odpowiedział tym samym po rosyjsku. Po tej wymianie „uprzejmości” Skalski został wyprowadzony, i mimo iż tego oczekiwał nie był już więcej przesłuchiwany, czy szykanowany, pozostało mu teraz czekać na wykonanie wyroku. Przewieziono go do więzienia w Rawiczu w którym miał spędzić następne 3 lata.

29 stycznia 1951 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bolesław Bierut, skorzystał z prawa łaski, i zadecydował o zmianie wyroku z kary śmierci na dożywocie z pozostawieniem w mocy kar dodatkowych czyli utraty praw na zawsze i przepadku mienia. Skalskiego poinformowano o tej decyzji 22 lutego 1951 roku czyli prawie miesiąc później. Niełatwo dziś jednoznacznie stwierdzić co miało wpływ na zmianę decyzji odnośnie wyroku. Był to czas w którym kary śmierci wobec wrogów władzy ludowej były wykonywane często i systematycznie. Trudno uznać za istotny powód dziesiątki listów wysyłanych przez matkę Skalskiego, Józefę, najpierw do MBP, a potem do prezydenta Bieruta, gdyż te albo nie docierały na miejsce przeznaczenia, albo pozostawały bez odpowiedzi. Najbardziej prawdopodobna według mnie może być hipoteza iż komuniści zdawali sobie sprawę z autorytetu i popularności Skalskiego, jednocześnie mając świadomość jak absurdalne zarzuty zostały mu postawione. Jego związki z podziemiem niepodległościowym na terenie kraju, siłą rzeczy w zasadzie nie istniały w związku z czym trudno było wiązać go z działalnością WiN-u, NZW czy innych oddziałów zbrojnych tzw. drugiej konspiracji. Brak bezpośredniego powiązania z organizacjami opozycyjnymi na terenie kraju, mógł mieć tutaj kluczowe znaczenie, jednak informacji o tym co ostatecznie zadecydowało o takim a nie innym losie pilota prawdopodobnie nie uda się już nigdy odnaleźć. Odbywanie kary w Rawiczu, nie miało jednak wcale przebiegać, lekko. Skalski po przybyciu na miejsce został wtrącony do pojedynczej celi gdzie siedział przez trzy miesiące. Potem został przeniesiony do wspólnej celi. Częstą praktyką było wtrącanie więźniów do ciemnicy na kilka dni, jak opisywał sam Skalski:

Ciemnica była mokra lub szron osiadał, gdy ostrzejszy mróz był. Co drugi dzień dostawałem posiłek- morzono głodem i zimnem.”

Więźniowie byli traktowani w nieludzi sposób, dodatkowe kary za wymyślone przewinienia były normą, nie dostawali gazet, o książkach nie było mowy, a jedzenie było podłe. Ten stan można powiedzieć trwał do czasu śmierci Józefa Stalina 5 marca 1953. Potem można było w Rawickim więzieniu odnotować lekką odwilż. W grudniu 1953 Skalski został przewieziony do więzienia MBP we Wronkach. Traktowanie tutaj było już zupełnie inne, więźniowie nie byli już dla zabawy szykanowani przez służbę więzienną. Dano im pewną swobodę. Skalski we Wronkach zaczął spisywać swój pamiętnik, mógł również czytać gazety i książki. Pisał wówczas również apelacje i prosił o ponowne rozpatrzenie wyroku. W grudniu 1953 roku z kraju uciekł podpułkownik Józef Światło ujawniając wiele tajemnic władzy ludowej na zachodzie, przez co spowodował czystki w strukturach państwowych w kraju w szczególności w MBP oraz w wojsku. Wobec tego przystąpiono do rewizji niektórych procesów i pozwalano więźniom opisywać to jak byli traktowani i co przeżyli. System musiał znaleźć winnych aby pokazać ich światu i Polakom. Ostatecznie jednak apelacje Skalskiego nie przyniosły zamierzonego rezultatu, i dopiero w wyniku ustawy amnestyjnej został uwolniony 20 kwietnia 1956 roku.

Stanisław Skalski opuścił więzienie 20 kwietnia 1956 roku, i zgodnie z przepisami które stanowiły iż więzień po opuszczeniu aresztu powinien wrócić do miejscowości w której został zatrzymany, Skalski ruszył do Warszawy. Tam zatrzymał się u swojego dawnego przyjaciela Mikołaja Kokozowa w celu podjęcia planów co robić ze sobą w przyszłości. Kokozow z racji tego iż sam był architektem namawiał Stanisława aby ten zdawał na politechnikę i podjął razem z nim pracę architekta, Skalski jednak się na to nie zdecydował. W maju otrzymał część odszkodowania za krzywdy, co pozwoliło mu spokojnie myśleć o dalszym losie, uzyskał także przydział mieszkaniowy dzięki czemu mógł się zaopiekować swoją matką Józefą. Nie planował powrotu do wojska, jednak biorąc pod uwagę rzeczywistość, powrót do służby w lotnictwie był jedyną rzeczą jaką mógł zrobić by normalnie funkcjonować, póki co jednak odkładał tę decyzję. Zmiana przyszła w październiku gdy I sekretarzem KC PZPR został Władysław Gomułka, a polityka „władzy” w stosunku do weteranów walk na zachodzie przynajmniej pozornie przybrała łagodniejszy obraz. Aby uwiarygodnić swoje przychylne oblicze nowa ekipa musiała jakoś się uwiarygodnić. Doskonale do tego celu nadawali się weterani walk II wojny światowej, ciężko doświadczeni w okresie stalinizmu. W związku z tym Stanisław Skalski wielokrotnie był namawiany do powrotu do służby. Latem 1956 ponawiano te prośby jednak on mimo wszystko się im opierał. Po słynnym październikowym wiecu Gomułki w „Trybunie Ludu” ukazała się informacja o przyjęciu do ludowego lotnictwa oficerów PSP, w tekście wymieniono z nazwiska lotników wracających do służby w tym Stanisława Skalskiego. Informacja w gazecie była oczywiście fikcyjna i zdecydowana większość lotników to właśnie z niej dowiedziała się o „swoim powrocie” do służby. Zdenerwowany sytuacją Skalski udał się do generała Mariana Spychalskiego w celu wyjaśnienia sprawy, i poinformowania iż nie zamierza wracać do wojska. Spychalski pełnił funkcję wiceministra obrony narodowej i szefa Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, jeszcze do marca 1956 był represjonowany w związku z oskarżeniami o współpracę z sanacyjnym wywiadem, współpracę z AK, donos na Gestapo, czy zwalczanie komunizmu. Pobyt w stalinowskim więzieniu mógł więc Spychalskiego uwiarygodnić w oczach żołnierzy powracających do służby. Żeby nie odnieść jednak mylnego wrażenia Spychalski był „wierzącym” komunistą, a do więzienia trafił głównie przez konflikt z aparatem władzy. Trzeba jednocześnie zaznaczyć iż był on komunistą polskim, działającym w KPP od 1931 roku, dlatego też na swój własny sposób rozumiał potrzeby ludowej ojczyzny. Był nastawiony wrogo do sowieckiej obecności w kraju i znany był jego negatywny stosunek do zwierzchników nadanych przez Moskwę. Podczas rozmowy ze Skalskim, Spychalski przekonywał go iż jest potrzebna pełna rehabilitacja więzionych żołnierzy, szczególnie osób które mają na swoim koncie duże osiągnięcia i mogą pomóc w odbudowie sił powietrznych, jednocześnie zagwarantował Skalskiemu iż ten będzie mógł odejść z wojska kiedy tylko zechce. W konsekwencji tych zapewnień, Skalski podjął decyzję o powrocie do wojska. Gdy tylko informacja o powrocie do służby słynnego lotnika dotarła do władz, machina propagandowa ruszyła z pełną mocą, informowano o każdym jego kroku na ścieżce powrotu do latania, raportując postępy w szkoleniu, dokumentując je zdjęciami, czy nawet umieszczając nagranie w kronice filmowej. W 1957 roku w nowym czasopiśmie pt. „Kierunki” przez 22 tygodnie zaczęły się ukazywać w częściach pamiętniki Stanisława Skalskiego z okresu walk wrześniowych, które potem weszły do obiegu w postaci książki „Czarne krzyże nad Polską”. Społeczeństwo doskonale znało postać Skalskiego, więc zabiegi propagandowe odnosiły zamierzony skutek. Razem z nim do służby powracali tacy ludzie jak Wacław Król czy Witold Łokuciewski, postacie pamiętane doskonale przez naród. Zabieg aby angażować do służby bohaterów II wojny światowej był z propagandowego punktu widzenia doskonałym posunięciem, sprawiło to uwiarygodnienie się nowej ekipy Władysława Gomułki i zachęcało młodych ludzi do wstąpienia w szeregi wojsk powietrznych. Można powiedzieć iż decyzja o powrocie do służby była kontrowersyjna. Skalski musiał zdawać sobie sprawę, do jakiego wojska wraca i, że nie będzie to wojsko operujące w ramach suwerennego kraju. Z drugiej jednak strony pojmował on patriotyzm i własną przydatność dla kraju w swoisty sposób, nie można też ukrywać iż pragnienie powrotu do latania po 10 latach było ogromne. Początkowo Skalski pełnił służbę naziemną w sztabie Wojsk Lotniczych i Obrony Kraju, jednocześnie przeszedł szkolenie wstępne na samoloty odrzutowe w Oficerskiej Szkole Lotniczej nr 5 w Radomiu, aby przystąpić do szkolenia w powietrzu.

 

Weterani walk II wojny światowej sfotografowani przy samolocie MiG-15UTI podczas szkolenia w 1957 roku. W kabinie mjr Ignacy Olszewski (w PSP dowódca Dywizjonu 302, a potem Dywizjonu 308), stoją od lewej: mjr Witold Łokuciewski (ostatni d-ca Dywizjonu 303), mjr Stanisław Skalski, mjr Wacław Król (d-ca Dywizjonu 302, a później 131. Skrzydła Myśliwskiego). Foto via www.odkrywca.pl

 

W lutym 1957 roku Skalski pozytywnie przeszedł badania lotniczo- lekarskie i rozpoczął szkolenie na maszynach odrzutowych w 62 Pułku Szkolno-Treningowym Lotnictwa Myśliwskiego w Poznańskich Krzesinach. Wszystkie te zabiegi mające sprawić by Skalski znów wrócił w powietrze okazały się jednak głównie pokazowe. W 1958 roku został uziemiony i od tej pory pełnił służbę głównie za biurkiem. Potem piastował różne stanowiska jednak nie da się ukryć iż nie były to funkcje decyzyjne. Pracował jako kierownik sekcji historycznej Oddziału Naukowo-Badawczego, inspektor techniki pilotażu, inspektor szkolenia bojowego Oddziału Inspekcji, szef wydziału tłumaczy Oddziału Wydawniczo – Historycznego, szef wydziału tłumaczy Oddziału Wydawniczego Biura Organizacji Studiów, starszy pracownik szefa wydziału studiów Oddziału Studiów i Wydawnictw oraz starszy pracownik szefa Oddziału Operacyjno – Rozpoznawczego. Przez cały czas trwania służby Skalski z różnym natężeniem był obserwowany przez Wojskową Służbę Wewnętrzną. WSW systematycznie przygotowywało raporty dotyczące oficerów z jakichś powodów wchodzących w mniejszy lub większy konflikt polityczny z władzą, np. w grudniu 1960 roku generał Kokoszyn przedłożył notatkę z listą dotyczącą obsady niektórych stanowisk w Sztabie Generalnym, Instytucjach Centralnych MON i Okręgach Wojskowych. Skalski został określony w tej notatce jako niebudzący zaufania.  W 1965 roku Skalski został awansowany do stopnia pułkownika, awans miał związek z 25 rocznicą wybuchu Bitwy o Anglię, jednak jednocześnie nie udzielono pilotowi zgody na wyjazd na uroczystości do Wielkiej Brytanii. Pierwszy raz po wojnie pilot odwiedził Wyspy Brytyjskie dopiero 4 lata później w 1969 roku. Wizyta Skalskiego spotkała się jednak z mieszanymi odczuciami emigracji Londyńskiej, tym bardziej, że była ona firmowana przez władze ludowe, sądzono iż ma to na celu zmiękczyć wizerunek PRL oraz zachęcić lotników i żołnierzy polskich na zachodzie do powrotu do kraju. Konflikt ten miał swój dalszy ciąg, gdy dwa lata później Skalski przybył do Wielkiej Brytanii po raz kolejny na premierę filmu Bitwa o Anglię. Zorganizowano wówczas spotkanie z ambasadzie PRL w Londynie, na które zaproszono polskich jak i brytyjskich weteranów. Na miejscu jednak stawili się tylko Brytyjczycy. Spór o to jak lotnicy kierowali swymi losami po wojnie był wówczas najbardziej widoczny, dla wielu nawet najmniejsze oznaki współpracy z rządem PRL były równoznaczne ze zdradą. Wracając jednak do kariery Skalskiego w wojsku, to nominacja prawdopodobnie mogła przyjść już w 1962 roku jednak została odłożona przypuszczalnie z powodu obiekcji ze strony WSW. Skalski mimo tego iż pełnił funkcje państwowe nie stronił od komentowania tego co mu się w Ludowej Polsce nie podobało. Wojskowa Służba Wewnętrzna skrupulatnie zbierała tego typu materiały jak na przykład notatka z opinią dotyczącą Skalskiego:

Utrzymuje kontakt z osobami przyjeżdżającymi z zagranicy do Polski oraz prowadzi korespondencję z zagranicą… dniach 14-15 maja br. podczas wygłaszania odczytów na tematy lotnicze w rzeszowskim negował wiarygodność komunikatów prasy radzieckiej”

De facto służbę w wojsku Skalski zakończył 20 maja 1968 roku, a w sierpniu tego roku pozwolono mu udać się do Wielkiej Brytanii na obchody kolejnej rocznicy Bitwy o Anglię. Od razu po tym objął stanowisko sekretarza generalnego Aeroklubu PRL. Praca Skalskiego w Aeroklubie PRL była w zasadzie ostatnim akcentem jego działalności w oficjalnych strukturach państwowych, nie licząc oczywiście uczestnictwa w innych organizacjach o których będzie mowa później. W 1971 roku pilot otrzymał od Zdzisława Romanowskiego kolegi z czasów wojny zaproszenie do przyjazdu na wyspy Bahama. Udało mu się na wyjazd uzyskać zgodę , i oprócz wysp Bahama poleciał jeszcze do USA. Po powrocie Skalski zakończył pracę w Aeroklubie i oficjalnie opuścił wojsko i przeszedł na emeryturę w 1972 roku.

Działalność Społeczno – polityczna

Stanisław Skalski po powrocie do służby w 1956 roku, „automatycznie” został zaangażowany w życie społeczno- polityczne. Jego legenda mówiła sama za siebie, więc z jednej strony władzy ludowej bardzo zależało na tym aby promować bohatera oraz jego przystąpienie do LWP, z drugiej zaś strony nie da się ukryć naturalnych potrzeb społecznych. Od zakończenia wojny minęło jedenaście lat, wszyscy więc doskonale znali postać Skalskiego i gdy tylko nadarzała się okazja korzystali z możliwości spotkania z nim. Jak już wcześniej wspominałem w 1957 roku w czasopiśmie „Kierunki” zaczął się ukazywać jego pamiętnik z walk wrześniowych który, potem został wydany w formie książki „Czarne krzyże nad Polską”. Książka odniosła wielki sukces i była wielokrotnie wznawiana, ostatni raz w 2006 roku. Mimo tego iż pierwszy raz była wydawana w czasach „głębokiej komuny”, nie była politycznie zabarwiona. Jest rzetelnym, choć z zacięciem literackim wspomnieniem tych kilkunastu dni walk gdy Skalski wraz z kolegami zmagał się w powietrzu z Niemcami w czasie Wojny Obronnej 1939 roku. Mocnym akcentem kulturalnym w karierze Skalskiego było uczestnictwo w pracach nad filmem „Historia jednego myśliwca”. Skalski razem z Hubertem Drapellą i Jackiem Wejrochem odpowiadał za scenariusz, był też konsultantem technicznym do spraw lotnictwa. Film opowiadał historię młodego lotnika z Dywizjonu 306, uczestnika „Bitwy o Anglię”. Po premierze film jednak nie spotkał się z pozytywnym odbiorem, szczególnie wśród krytyków. Słynna recenzja Lucjana Kydryńskiego która ukazała się w „Przekroju” mówiła o kiepskim scenariuszu, słabej grze aktorskiej czy żenujących dialogach. Kolejną kwestią był zarzut o totalne zmarnowanie tematu i świadome fałszowanie historii, dobrze może świadczyć o tym ten krótki fragment recenzji:

Jeśli wszyscy Polacy w RAF-ie mieliby takie umiejętności i takie szczęście jak ów filmowy „as” Stefan Zaremba, to wkład ich do walki z Luftwaffe byłby dla Anglii co najmniej uciążliwy”

Zarzuty Kydryńskiego były trafne, nie da się ukryć iż film wpisywał się w linie propagandową PRL i miał na celu ukazanie pilotów walczących na zachodzie w określonym świetle. Pytanie pozostaje tylko takie, jak duży wpływ na kształt scenariusza miał tak naprawdę Skalski, czy jego nazwisko było tam dopisane po to tylko aby podeprzeć wątpliwy efekt końcowy, czy pełnił tam rzeczywiście istotną rolę. Trudno powiedzieć na ile niepochlebne recenzje filmu docierały do Skalskiego i na ile się tym interesował czy przejmował. Film jednak pozostał pewnym obrazem epoki, i co ciekawe dziś spotyka się z dużym uznaniem, trudno powiedzieć z czego wynikającym.

 

Stanisław Skalski wraz z aktorami sfotografowany na planie filmu „Historia jednego myśliwca”. Foto via http://lotniczapolska.pl

 

Po powrocie do służby kolejną działalnością społeczną jaką zajął się Skalski były prelekcje prowadzone w całej Polsce. Podobnie jak inni lotnicy powracający do służby, jeździł on po całym kraju spotykając się z tłumami słuchaczy i opowiadając o swoich przygodach w 1939 roku i późniejszych z okresu walk na zachodzie. W prasie systematycznie pojawiały się zdjęcia, wywiady czy wspomnienia polskich bohaterów walk na froncie zachodnim, co w dużym stopniu było oczywiście elementem szerzej zakrojonej propagandy. Skalski w drugiej połowie lat 50- tych jako weteran walk II wojny światowej dołączył do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Związek kombatancki ZBoWiD utworzony 2 września 1949 zrzeszał byłych żołnierzy regularnych formacji wojskowych, organizacji konspiracyjnych czy więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych. Skalski dołączył do związku przede wszystkim z powodów pragmatycznych, przynależność do niego umożliwiała mu odbieranie renty kombatanckiej. ZBoWiD w zasadzie miał monopol na prowadzenie spraw socjalnych, przyznawanie odznaczeń wojskowych oraz urządzanie uroczystości rocznicowych, dzięki tej organizacji PZPR mógł dość skutecznie kontrolować środowiska kombatanckie. Powrót Skalskiego do służby wojskowej niejako automatycznie skłaniał go do przystąpienie do organizacji, niewątpliwie podlegał również presji w tym kierunku, w końcu obecność tak znanego bohatera w strukturach legitymizowała w oczach społeczeństwa związek który zrzeszał przede wszystkim żołnierzy walczących na wschodzie razem z Armią Czerwoną, każdy żołnierz z „zachodu” tym bardziej tak znany jak Skalski uwiarygadniał wizerunek organizacji. Obecność Skalskiego w strukturach ZBoWiD-u była silnie krytykowana w Londyńskich środowiskach kombatanckich, co objawiało się bojkotowaniem jego oficjalnych wizyt w Wielkiej Brytanii. Trudno powiedzieć, co sam Skalski myślał o samej organizacji w której członkami byli często bandyci okresu stalinowskiego, których mógł pamiętać jako swoich oprawców. Przez kilka lat był on członkiem zwyczajnym organizacji, a potem przez dłuższy czas zasiadał w zarządzie głównym. Przynależność Skalskiego do ZBoWiD-u jest jednym z dwóch najbardziej kontrowersyjnych elementów jego życiorysu. Jednocześnie w 1975 roku Stanisław Skalski stał się jednym z sygnatariuszy tzw. Listu 59, protestu intelektualistów polskich przeciwko zmianom w konstytucji PRL, które zaproponowano w „Tezach na VII zjazd PZPR”. Zmiany w konstytucji były odpowiedzią na postanowienia Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Sygnatariusze w liście apelowali o uwzględnienie takich wolności obywatelskich jak wolność sumienia i praktyk religijnych, wolność pracy, wolność słowa i informacji oraz wolność nauki. Pomysłodawcą napisania takiego listu był Jan Olszewski. W konsekwencji znalezienia się na liście sygnatariuszy Skalski został obiektem rozpracowania operacyjnego które przyjęło jako założenia między innymi zastosowanie kombinacji operacyjnej mającej na celu skompromitowanie go w środowisku w którym się obraca. Działania służb PRL, przyniosły skutek gdyż Skalski na każdym kroku szykanowany i stawiany pod ścianą ostatecznie odciął się od sprawy listu. Od tego czasu zainteresowanie służb jego osobą było już stałe, co ciekawe według pojawiających się nieoficjalnie informacji, nie zostało ono przerwane po 1989 roku. Kolejną inicjatywą polityczną w której Skalski był ważną postacią, a nawet jednym z inicjatorów, było utworzenie na początku 1981 roku „Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald”. Była to organizacja o charakterze narodowym funkcjonująca jednak w socjalistycznych ramach, której głównym celem miało być szerzenie patriotyzmu, oraz obrony polskości. Ukryć się jednak nie da iż patriotyzm proponowany przez „Grunwald” był „koncesjonowany” przez władze PRL. Jedną z najbardziej znanych akcji „Grunwaldu” było zgromadzenie inicjujące działalność formacji, zorganizowane na rogu ulicy Koszykowej w Warszawie, w którym to uczestnicy upamiętnili ofiary zbrodni stalinowskich z lat 1944- 1956. Akcja była odpowiedzią na zorganizowaną przez Solidarność sesję naukową na Uniwersytecie Warszawskim, w której to uczestniczyli naukowcy pochodzenia żydowskiego którzy powrócili do kraju po emigracji 1968 roku, tacy jak prof. Zygmunt Bauman czy prof. Włodzimierz Brus.

Sam Stanisław Skalski jako członek funkcjonował w organizacji z coraz mniejszą aktywnością, aż do jej formalnego końca czyli roku 1990. Ostatnim ważnym akcentem w karierze Skalskiego przed 1989 rokiem była nominacja generalska z 1988 roku, którą odebrał z rąk generała Jaruzelskiego. Jego decyzja o odebraniu tej nominacji jest oceniana przez pryzmat osoby jaką był gen. Jaruzelski, jego decyzji w sprawie wprowadzenia stanu wojennego i innych negatywnych posunięć, trudno mnie jednak osobiści mieć pretensję do Stanisława Skalskiego iż odebrał awans który niezaprzeczalnie mu się należał. Podobne zdanie wyrażało zresztą wielu jego kolegów tak w kraju jak i poza jego granicami.  W 1989 roku w Polsce nastąpiła transformacja ustrojowa, dla Skalskiego była to kolejna okazja aby po raz kolejny podjąć aktywność na scenie politycznej. W wyborach parlamentarnych 1991 roku kandydował do sejmu z ramienia Chrześcijańskiej Demokracji. Był to koalicyjny komitet wyborczy tworzony przez trzy ugrupowania, Chrześcijańsko- Demokratyczne Stronnictwo Pracy, Chrześcijańską Partię Pracy oraz Polskie Forum Chrześcijańsko- Demokratyczne. W wyborach ugrupowanie uzyskało 2, 36% głosów i uzyskało pięć mandatów poselskich. Skalski nie dostał się do sejmu, otrzymał w swoim okręgu 3052 głosy. Powtórnie kandydował do sejmu w 1993 roku tym razem z ramienia Samoobrony Andrzeja Leppera. Komitet uzyskał wówczas 2,78% głosów, i nie przekroczył progu wyborczego, sam Skalski uzyskał w tych wyborach 5020 głosów. Działalność polityczną prowadził Skalski do roku 2000. Wtedy to zaangażował się w komitecie wyborczym Tadeusza Wileckiego startującego z ramienia Stronnictwa Narodowo- Demokratycznego na urząd prezydenta Polski. Kandydat uzyskał jednak 0,18% głosów i zajął przed ostatnie miejsce. Prezydentem został wówczas Aleksander Kwaśniewski.

Z czasem Skalski zaczął podupadać na zdrowiu, i powoli wycofywał się z życia publicznego, w 2003 roku trafił do szpitala, a po powrocie z niego zajęła się nim rodzina. W listopadzie 2004 roku, jego stan bardzo się pogorszył, aż w końcu 12 listopada zmarł w szpitalu w gronie najbliższych.  Został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W pogrzebie uczestniczył m.in. były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz przewodniczący klubu Samoobrona- Andrzej Lepper. W imieniu żołnierzy Wojska Polskiego zmarłego pożegnał ówczesny zastępca dowódcy Sił Powietrznych gen. dyw. pil. Stanisław Targosz. W celu upamiętnienia generała Skalskiego w 2005 roku powstał film dokumentalny opowiadający historię jego życia pod tytułem „Spętany Anioł” w reżyserii Zbigniewa Kowalewskiego, zawierający sporo archiwalnych wypowiedzi generała. W 2007 roku ukazała się pierwsza kompleksowa biografia Stanisława Skalskiego napisana przez Katarzynę Ochabską, w której można znaleźć niepublikowane nigdzie wspomnienia pilota. W roku 2008 powstał kolejny film dokumentalny pod tytułem „Żyłem jak chciałem” w reżyserii Agnieszki Bujas.  Odsłonięto również tablice pamiątkowe honorujące Skalskiego, jedną na budynku jego domu przy al. Wyzwolenia 10, a drugą w Szkole Podstawowej nr 118 im. płk. Pil Bolesława Orlińskiego we Wrocławiu. Patronat Stanisława Skalskiego przyjęły Wrocławski Klub Seniorów Lotnictwa, Szkoła Podstawowa im. gen. Stanisława Skalskiego w Polichnie, Zespół Szkół im. gen. Stanisława Skalskiego w Woli Mystkowskiej, Aeroklub Pomorski im. gen. Pilota Stanisława Skalskiego w Toruniu. Od 7 października 2010 jest patronem ulicy na warszawskim Gocławiu. Wizerunek Stanisława Skalskiego został również umieszczony na samolocie MiG- 29 o numerze bocznym 4105 należącym do 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku. 2 listopada 2015 roku podsekretarz stanu Maciej Jankowski, działając z upoważnienia Ministra Obrony Narodowej, nadał 22 Bazie Lotnictwa Taktycznego w Malborku imię gen. bryg. pil. Stanisława Skalskiego. Warto jeszcze na koniec przytoczyć słowa Katarzyny Ochabskiej, autorki pierwszej kompleksowej biografii Stanisława Skalskiego, które zostały umieszczone w nekrologu:

Odszedł Wielki Człowiek, Polak, który największym ukochaniem darzył swą Ojczyznę. Już za życia nasza duma narodowa, symbol, który nie dał się złamać przez najcięższy los. Pasja życia pomogła Jemu podźwignąć się po tragicznych przeżyciach więziennych. Pasja lotnicza dodawała blasku całemu Jego życiu. Prawy honorowy szczery i zawsze oddany Polsce. Zawsze wierny sobie i swoim ideałom. Jego niezłomna postawa, w parze z odpowiedzialnością, poświęceniem i osobistym zaangażowaniem stworzyły człowieka niezwykłego, który całym swoim życiem wykazał, iż nie tylko jest godnym oficerskich szlifów i odznaczeń, ale nade wszystko miana wzoru i autorytetu dla nas i przyszłych pokoleń.”

Mig-29UB z wizerunkami Stanisława Skalskiego należący do 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego. Foto via http://magazyn.7dni.pl

 

 

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat postaci Stanisława Skalskiego polecam dwie biografie:

  • Grzegorz Sojda, Grzegorz Śliżewski., Generał pilot Stanisław Skalski. Portret ze światłocieniem, Warszawa 2015.
  • Katarzyna Ochabska., Stanisław Skalski, Warszawa 2007.

 

Stanisław Skalski – Cz. I

Bibliografia:
G. Śliżewski, G. Sojda., Cyrk Skalskiego, Warszawa 2009.
G. Sojda, G. Śliżewski., Generał pilot Stanisław Skalski. Portret ze światłocieniem, Warszawa 2015.
K. Ochabska., Stanisław Skalski, Warszawa 2007.
S. Skalski., Czarne krzyże nad Polską, Warszawa 1971.
H. Nakielski., Jako i my odpuszczamy, Warszawa 1989.
T. Rolski., Uwaga wszystkie samoloty!, Warszawa 1968.
S. Artymowski., Repatriacja żołnieży Polskich Sił Zbrojnych z Europy Zachodniej do
Polski w latach 1945-1948, Poznań 2012.
P. Gontarczyk., Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy 1941- 1944, Warszawa 2013
W. Matusiak., Powojenne losy elity Polskiego lotnictwa [w:] Biuletyn Instytutu Pamięci
Narodowej, nr.10-11 październik-listopad, Warszawa 2007.
J. Pokosiński., TUN. Tatar- Utnik- Nowicki. Represje wobec oficerów Wojska Polskiego
w latach 1949-1956, Warszawa 1992.
Politycznie obcy. Żołnierze Wojska Polskiego w zainteresowaniu komunistycznego
aparatu represji i propagandy w latach 1944- 1956, red. B. Polak, P. Skubisz, Szczecin
2011.
J. Radomski., Demobilizacja Sił Zbrojnych na Zachodzie w latach 1945- 1951, Warszawa
2009.
D. Suchorowska., Wielka Edukacja. Wspomnienia więźniów politycznych PRL (1945-
1956), Warszawa 1990.
K. Tochman., Z ziemi obcej do Polski. Losy żołnierzy PSZ na Zachodzie którzy powrócili
do kraju po II wojnie światowej t.1, Zwierzyniec- Rzeszów- Londyn 2006.
J. Wawrzyniak., ZBoWiD i pamięć drugiej wojny światowej 1949-1969 , Warszawa 2009.
P. Gasztold- Seń., Koncesjonowany Nacjonalizm. Zjednoczenie patriotyczne Grunwald
1980- 1990, Warszawa 2012.
J. Eisler., Polski rok 1968, Warszawa 2006.

 

Udostępnij Tweet
1939-1945, 1945-1975

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *